Pewnego dnia odbywając stosunkowo krótką drzemkę po obfitym obiedzie miałem piękny sen. Przechadzałem się plażą, po suchym i jakże gorącym piasku, który przyjemnie ogrzewał mi stopy. Wokół dawało się słyszeć przecudny śpiew nieznanych mi ptaków, podobnych do znanych mi mew, jednak znacznie większych i o bardziej egzotycznym upierzeniu.

Chłodny wiatr wiejący od strony błękitnego i zupełnie czystego morza, którego dno można było bezproblemowo ogarnąć wzrokiem, krystalicznie czystego, przyjemnie muskał moją twarz i rozwiewał oczy. Gdy spojrzałem w drugą stronę dostrzegłem soczyście zielone drzewa, których również nie miałem okazji do tej pory spotkać. Kraina przypominała mi taką, którą mogłem odwiedzić jedynie we śnie, jednak paradoksalnie uświadomiłem sobie, że akurat w chwili obecnej śnie. Postanowiłem jednak o tym zapomnieć, aby te cudowne obrazy mogły jeszcze chociaż przez chwilę przetaczać się przed moimi oczami. Nagle wszystko zaczęło przybierać inną formę. Jakbym wracał się w czasie.

Jednak działo się to dostatecznie wolno bym mógł spostrzec co się dzieje. Widziałem jak wychodzę z hotelu, do którego przyjechał przed chwilą taksówką o dość niespotykanym wyglądzie. Taksówką zaś przyjechałem z lotniska. Jednak podróż w czasie zaczęła nabierać tempa. Nie widziałem jak dotarłem do tej rajskiej krainy. Jednak tuż po chwili świadomość tego co dzieje się wokoło wróciła. Stałem przed biurem podróży. Moje oczy skierowane były na olbrzymi plakat z napisem „wczasy Tunezja”. I znowu wróciła mi myśl, że to wszystko jest snem. Następnie poczułem ogarniającą mnie euforię. Wpadłem na genialny pomysł. W tym samym momencie obudziłem się i pobiegłem do żony opowiedzieć o moim cudownym śnie i o myśli, która się wraz z nim pojawiła,  by lato 2010 roku spędzić w Tunezji.